Historia czerownego kapturka - czyli trochę o moich włosach.

Tym razem luźna notka [ coś nieprawdopodobnego! ] na temat moich włosów.

Ostatnio miałam z nimi nijakie problemy i chciałam się w końcu za nie wziąć, więc jeśli chcecie poczytać co robiłam i robie ze swoimi włosami, oraz w dzięki komu i czemu nabrałam wiary w to, że może z nich coś jeszcze być, bez wracania do naturalnego koloru to zapraszam do czytania. Może i Wy zostaniecie natchnione duchem walki i zaczniecie toczyć bój o zdrowe i piękne włosy!

I etap – Chemia:
2 lata temu zaczęłam przyjmować chemie [ na szczęście w tabletkach ] , przez którą niestety wypadła mi większość włosów. Wcześniej miałam zdrowe, piękne i grube włosy – wiele osób mi ich zazdrościło, przynajmniej tak mi wmawiano. :P
Po 12 miesiącach przyjmowania chemii niestety włosy nie były już takie piękne, jednak jak twierdzi mój fryzjer, dalej nie były w złej kondycji. Nie miałam rozdwojonych końcówek, suchych włosów. Po prostu było ich mniej. Z tego też powodu, że było to na tyle wcześnie, iż zaczynałam swoją przygodę z kosmetykami nie orientowałam się jak mogę pomóc moim włosom, po za tym miałam na głowie inne zmartwienia, o wiele ważniejsze. Tak więc, moje włosy były zostawione same sobie. Chodziłam do fryzjera raz na 3 miesiące, podcinałam końcówki i raz na 3 dni myłam je zwykłym szamponem.

II etap –  Przetłuszczanie się :
Po roku od skończenia przyjmowania chemii, czyli też rok temu, moje włosy zaczęły nadmiernie się przetłuszczać, do tego stopnia, że musiałam myć je raz dziennie, było to dla mnie wielkim utrapieniem. Któregoś dnia natrafiłam na mocno oczyszczający szampon z Lush’a – Seanik. Przeczytałam parę recenzji i skusiłam się na jego kupno. Po pierwszym już użyciu byłam zachwycona efektem! Włosy były baaaardzo puszyste, uniesione, mogłam myć je raz na 2 dni, po dłuższym używaniu nawet raz na 3 dni. Stosowałam go namiętnie, patrząc co robi moim włosom nie chciałam odstąpić go na krok. Słyszałam, że takich specyfików nie powinno się używać non stop, niektórzy twierdzili, że najlepiej co 2 mycie. Jednak ja byłam mądrzejsza i myłam nim głowę dalej – i tak przez ROK.
Po pół roku moje włosy już nie zachowywały się po nim tak cudnie, ale po innych szamponach już w ogóle - wyglądały strasznie! Wszystko je obciążało, bałam się cokolwiek dotknąć, więc używałam go dalej

III etap – Farbowanie :
I tu wchodzimy z kolorem czerwonym! Wszystko zaczęło się od chny do włosów z Khadii. Na głowie wyszedł mi dość ciemny rudawy kolor. Na początku bałam się czy będzie mi w nim dobrze, czy będę się w nim komfortowo czuła. Jednak okazało się, że jak najbardziej. Chna schodziła powoli z włosów, nadchodził wrzesień.
We wrześniu wybrałam się do fryzjera, no i wtedy zaczął się prawdziwy szał – musiałam zdjąć chnę z włosów metodą dekoloryzacji, bo inaczej nic by się z nimi nie dało zrobić, a następnie fryzjerka położyła mi na nie ostrą malinową czerwień i wygoliła bok. Kiedy widziałam się w lustrze u fryzjera, z deka się przeraziłam, byłam przyzwyczajona do poprzedniej rudości i ten kolor był dla mnie o wiele za mocny. Jednak kiedy „przespałam” się z nim, obudziłam się następnego dnia rano i umyłam włosy swoim Seanikiem [ nadal ] wtedy stwierdziłam, że to jest to czego pragnęłam całe życie. :)
Niestety jak wiadomo, bądź też nie, kolory czerwone mają to do siebie, że dosyć szybko się spłukują, jeszcze przy używaniu szamponów mocno oczyszczających, kolor intensywny nie utrzyma się dłużej niż półtora miesiąca [ przynajmniej u mnie ] później zostaje nam wyblakły rudy, bez życia, który w porównaniu do naszej czerwieni jest przerażający. Tak więc zaczęłam sama farbować włosy.
Od pierwszego zafarbowania po 3 miesiącach [ tak powstrzymałam się ] farbą w piance z Wellatonu, która niestety mnie makabrycznie uczuliła i przesuszyła jeszcze bardziej moje włosy [ o czym jeszcze wtedy nie wiedziałam ] Najlepsze jest, to że zeszła może po miesiącu. Tak więc zdenerwowana poszłam szukać jakiejś lepszej farby, która może bardziej się sprawdzi.
Natrafiłam na Garnier Color Naturals i tym też właśnie kolorem farbowałam włosy po raz pierwszy 2 dni temu. :)  

IV Etap – Ratowanie! :
Pomiędzy kupowaniem farby z Wellatonu, a farby z Garniera, stwierdziłam że trzeba coś z tymi moimi włosami zrobić. Wypadały mi ostatnio coraz bardziej, praktycznie tak mocno jak przy chemii. Wszystko zwalałam na stres, jednak nie widziałam swoich błędów.
Trafiłam na bloga Anwen i dzięki niej zaczęłam swoją akcje ratowania kłaków. Zauważyłam swoje błędy, dowiedziałam się co mam robić, a czego unikać. 
Okazało się, że na moje wypadanie włosów i strasznie podrażnioną skórę głowy wpływa, nie tylko stres, ale też:

- mycie włosów szamponem oczyszczającym,
- nie noszenie czapki/kaptura w jesień i zimę,
- nie używanie masek, odżywek,
- farbowanie.

Zauważyłam ile zależne jest ode mnie. Przeczytałam praktycznie całego bloga, jak postępować z moimi włosami i w tym momencie skończyłam z Seanikiem, a moja pielęgnacja wygląda teraz tak :

- Noszę kaptur [ próbuje przekonać się do czapki, jednak idzie mi to opornie ]
- 2x dziennie zażywam kapsułkę Skrzypowity [ zawsze musimy działać też od środka, najlepsze jest zdrowe odżywianie, jednak mi to ostatnio też średnio wychodzi. (Będę jednak działać w tym kierunku także!)]
- 1x wsmarowuje w skórę głowy odżywkę Jantar na hamowanie wypadających włosów i porost nowych,
- Co 2 dni myję włosy szamponem z Farmony ze Skrzypem Polnym,
- Przy każdym myciu używam odżywki do włosów farbowanych,
- Raz na tydzień przed myciem włosów, nakładam 1 godzinny kompres z oliwy z oliwek [ zdziałał cuda już po pierwszym razie na moją podrażniony skalp! ]
- Co 2 mycie, przed umyciem włosów nakładam Naftę Kosmetyczną z olejkiem rycynowym na 10-20 minut.

V etap – Co dalej? :
Dalej mam zamiar dokupić sobie jeszcze olejek z Alterr’y, ponieważ oliwę z oliwek wolałabym traktować doraźnie.
W tym momencie czekam na efekty. Moje włosy dostały dawkę uderzeniową i jak na razie widzę, że nie narzekają. Skrzypowity używam od 2 tygodni. Jantara od tygodnia, a całej reszty dopiero parę dni. Jednak widzę, już wielką poprawę na skórze głowy, która tak strasznie podrażniona, wraca do stanu normalności. Włosy zaczynają zdrowo wyglądać i zdaje mi się, że już mniej wypadają [ albo sobie wmawiam ]. 
Będę walczyć dalej!
I bardzo cieszy mnie fakt, że nie muszę rezygnować z farbowania włosów, ponieważ kiedy patrzę na brązowe farby [ brąz to mój naturalny kolor ], to aż mnie coś ściska. Za dobrze się czuje w czerwieni żeby ją opuścić. Wychodzi więc na to, że jedyne co będzie niszczyć moje włosy to regularne farbowanie, jednak postaram się też znaleźć farbę która będzie dla nich odpowiednia.

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tym wypracowaniem i wytrwałyście do końca. [ Jeśli tak, to gratuluje! ]
A może zagrzałam do walki z własnymi włosami? Wypowiedzcie się! 

Jeśli chcecie się dowiedzieć co możecie robić ze swoimi włosami, co jest dla nich właściwe, jakie popełniacie błędy, może o czymś jeszcze nie wiecie? To zapraszam na wcześniej wymienionego bloga Anwen. Gdyby nie ona i jej kompendium wiedzy nie wiedziałabym kompletnie „co i jak”.  I dalej płakałabym nad moimi wypadającymi włosami. Jestem pewna, że i Wam pomoże, naprawdę warto zajrzeć!



Buziaki! :*

Komentarze

  1. ślędzę Cię od Twoich pierwszych filmików na YT i jestem pod wrażeniem jaka piękna z Ciebie kobietka rośnie! Wyglądasz ślicznie!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Anwen jest i moją guru włosową:) Ja od 3 miesięcy dbam o moje przesuszone włosy. Na początku była ogromna rocznica, potem zauważyłam 'przestój' i mało brakowało a bym się zniechęciła, ale już chyba to polubiłam:)
    zapraszam do mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyjmujesz chemię? Masz raka?
    Pozdrawiam
    jagodowy-krem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co? Jesteś bezczelna. O takie rzeczy się nie pyta. A na pewno nie w taki sposób.

      Usuń
  4. o to twoja historia była długa , mam nadzieje że już jest dobrze:) ale wloski piękne masz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. piękne te włoski mają odcień :)

    zapraszam na nowego bloga

    OdpowiedzUsuń
  6. spróbuj olejku kokosowego i innych olejków do włosów :)
    dają naprawdę fajne rezultaty przy regularnym używaniu :)
    ja zamawiam je tu : http://www.helfy.pl/index.php
    bo jest duży wybór ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też czerpię wiedzę od Anwen (: Twój kolor jest śliczny, nic dziwnego, że nie chcesz z niego rezygnować. Powodzenia i wytrwałości w pielęgnacji, niech Ci rosną zdrowe! (:
    Jeśli interesuje Cię mój post włosowy, zapraszam: http://malowanalala88.blogspot.com/2011/12/long-as-god-can-grow-it.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Też "walczę" o swoje włosy. Nawet jak by mi ktoś wmawiał, że nadal mam ładne włosy, to ja i tak wiem, że jest dużo gorzej niż kilka lat temu, gdy jeszcze nie męczyłam włosów takim częstym farbowaniem (już dwa razy przyrzekłam sobie, że nigdy więcej nie kupię nic do farbowania Garniera, bo niszczy strasznie moje włosy i nie daje porządnego efektu). W kwestii polepszenia wyglądu używam od jednego mycia olejku z Alterry, a wcześniej już i nafty i oliwy z oliwek i olejku rycynowego. I na razie mogę powiedzieć, że olejek najłatwiej się nakłada i daje całkiem niezły efekt :)
    Pozdrawiam!

    greenskywithflowers.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja od kilku albo i kilkunastu miesięcy też przykładam większą uwagę do pielęgnacji włosów :) a odkąd zaczęłam myć je odżywką w ogóle mi nie wypadają :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i świetnie! :) Ja właśnie jakoś zapomniałam kompletnie o włosach, przy tym wszystkim. Teraz się na nich "wyrzywam" więc mam nadzieję, że się odpłacą! Buziaki!:*

      Usuń
  10. ja też od jakiegoś czasu bardzo dbam o moje włosy. Zero prostownicy, zero suszarki. Stawiam na odżywki, oleje.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiesz co? Zmotywowałaś mnie. Po przeczytaniu tego wpisu poszłam na zakupy - kupiłam olejek z Alterr’y i Calcium pantothenicum, zaczynam zapuszczanie włosów! Trzymaj za mnie kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Jestem z Ciebie dumna! :)) Bo na pewno nie będziesz żałować, takie zakupy to nigdy nie są pieniądze wyrzucone w błoto. W takim razie trzymam kciuki i czekam na spowiedź po jakimś czasie, jak Twoje włosy! :)

      Usuń
  12. Bardzo dobrze Ci w rudym :). Aż zatęskniłam za swoim :(.
    Na filmikach zawsze miałaś piękne włosiska ;D.
    Bo włosy i oczy to wizytówka kobiety^^.
    http://covtrawiepiszczy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo dobrze wyglądasz w czerwonych włosach! O wiele lepiej niż w brązie czy rudych :) Mi właśnie też marzy się czerwień, co prawda mniej intensywna, albo kasztan w odcieniu brązowo-rudo-czerwonym. Ale właśnie mam ciemne brwi, podobnie jak Ty, i nie mogę się przekonać do zmiany koloru :( Codziennie zmieniam decyzję kilka razy ^^ Siedzę przed komputerem i oglądam zdjęcia tego cudownego koloru i jestem już zdecydowana, po czym spoglądam w lustro i zmieniam decyzję, bo uważam, że brwi będą się gryzły z kolorem... Jak udało Ci się przekonać samą siebie do noszenia wyrazistego koloru z ciemniejszymi brwiami? A może w ogóle o tym nie myślisz? Proszę zdradź sekret ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje! :) Wiesz, też zbierałam się do tych czerwonych włosów dość długo, jeszcze moja fryzjerka miała marchewkowe, które mi przyłożyła do głowy i jak zobaczyłam swoje odbicie w lustrze to się przeraziłam, po tym odstawiła swój pomysł na bok. Jednak jak widać chyba się tak bardzo nie zraziłam. To był chyba taki impuls, ale nie powiem, bałam się straszliwie co z tego będzie, jednak jak widać opłacało się. Może warto poszukać jakiejś dobrej farby która schodzi po kilku myciach? Jeśli Ci się nie spodoba, to nie będziesz musiała z nimi długo chodzić.
      Buziaki! :*

      Usuń
  14. No i przekonałaś mnie do olejka z Alterry, wypróbuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i bardzo się cieszę! Taki zakup jest o wiele lepszy niż kolejny puder czy szminka, przynajmniej nasze włosy będą zadowolone. Czekam na sprawozdanie, jak się sprawdzi. :)

      Usuń
  15. ja mam ostatnio duży problem z włosami. Przetłuszczają się u nasady, a końcówki suche i zniszczone. Prostownicę odstawiłam, ale to mi nic nie dało,a suszarki nigdy nie używam...ogólnie nie jestem zadowolona z mojej czupryny, bo jest okłapnięta i nie tryska zdrowiem. Zajrzałam na bloga którego polecasz i troszkę się przeraziłam ilością lektury, ale cóż mi zostało innego jak czytać i wszcząć w życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to rzeczywiście nie ciekawie! Tym bardziej powinnaś przystąpić do lektury. :P Anwen na prawdę pisze zrozumiale i prosto, więc szybko się czyta, a dużo się dowiadujemy i możemy to później wykorzystać. :) Buziaki! :*

      Usuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. Moje końcówki ostatnio też nie są w najlepszym stanie mimo, że ciągle je nawilżam i co najważniejsze - nie używam suszarki i prostownicy od PONAD roku.
    Wracając do Ciebie - muszę przyznać, że w tych włosach wyglądasz tak świetnie, że nie mieści mi się w głowie. :) Pamiętam Cię jeszcze z Twoich pierwszych filmików, ale teraz.. rewelacja. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ale Ty śliczna jesteś. Warto też nie niszczyć włosów kręceniem, prostowaniem, suszeniem i delikatnie czesać, nie szrpać. Olejowanie wlosów daje bardzo dobre suktki. Ja uwielbiam olej rycynowy, nakladam na cala dlugosc wlosow i skalp. Warto zostawiac takie olejowe "maski" zawiniete folia spozywcza na cala noc.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wytrwałam do końca!
    Osobiście uważam, że czerwony kolor naprawdę do Ciebie pasuje...
    Ja zniszczyłam sobie włosy prostownicą, miałam problemy z wypadaniem włosów, teraz jest to problem już mniejszy, bo nie pamiętam, kiedy ostatni raz użyłam prostownicy.. Włosy po prostu się układają ;)..
    Posprawdzam twoje odżywki.
    Jak będziesz miała chwilkę to luknij na mojego bloga:
    http://tosiaaa.blogspot.com/

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wszystko przeczytałam z miłą chęcią :).
    Oj Watko coś Cię nie ma na yt..tęsknimy naprawdę :( ale wiem że musi być jakiś powód i w pełni to akceptuje :)
    Buziaki i trzymaj się Kochana!! :*

    OdpowiedzUsuń
  21. też kiedyś miałam czerwone włosy, ale po roku farbowania doprowadziłam je do tak opłakanego stanu, że jedyne co mi zostało, to obcięcie moich kłaków. do tego przefarbowałam się na brąz, żeby kolor pokrył się z odrostami. stosowałam miliony odżywek, olejek kokosowy pomógł mi niesamowicie, oliwa z oliwek także i kwas foliowy, który brałam na szybszy porost włosów.. na początku myślałam,że to kit z tym,że włosy rzeczywiście szybciej rosną, ale podziałało.. cierpię na trichotillomanię i wyrwane włoski odrosły naprawdę bardzo szybko..
    Pozdrawiam i mam nadzieję, że Twoje włosy będą piękne i grube, jak dawniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, z trichotillomanią to nie przelewki… Dobrze chociaż, że jest lepiej i żeby tylko tak dalej! Ja właśnie mam nadzieję [ obym się nie łudziła ], że przez używanie oleju, maseczki i odżywki, moje włosy nie dojdą do opłakanego stanu, bo tak BARDZO chciałabym zostać przy tym kolorze…
      Zobaczymy jak to będzie.

      Usuń
  22. Piękny kolor Ci wyszedł <3 Mogłabyś podać numerek farby ?
    Mi pomógł olej kokosowy :)

    OdpowiedzUsuń
  23. uuu kochana czerwono włosa koleżanko zmotywowałaś mnie do przyjrzenia się bardziej moim włosom

    OdpowiedzUsuń
  24. zmotywowałaś mnie do walki, bo moje włosy są okropnie zniszczone farbowaniem :c nie mam problemu z rozdwojonymi końcówkami ale z samą strukturą włosa i kolorem. Dziękuję :D

    OdpowiedzUsuń
  25. muszę to napisać....jesteś swietna!! blog mnie niesamowicie zaciekawił,ja też mam problem z włosami (mam platynowy blond) i cuduje jak mogę żeby były zdrowsze.Moj naturalny kolor jest nieciekawy i wolę je jednak farbować mimo że wiadomo jak to na nie działa.ehhhh ...kobiety :P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Każdy komentarz będzie mile widziany. W blogowaniu to właśnie Nasza interakcja jest najlepsza. :)