Szczęście małej Daisy - czyli o zwierzaku z odzysku.

Ci z Was, którzy śledzą mnie na FB (klik) może już widzieli zdjęcie i krótki opis o tej Pani. 
Dziś za to chciałabym się z Wami podzielić tym małym szczęściem na blogu. :)


Kiedy pisałam na facebooku: "8 letnia Daisy była wcześniej pupilką starszej Pani, która ze względu na coraz gorsze samopoczucie, nie mogła się nią dłużej opiekować. Jest trochę zaniedbana i dość nieśmiała, ale uwielbia się przytulać. Myślę, że szybko dojdziemy z nią do ładu." 
Mijał drugi dzień odkąd mała była u Nas i nie wiedziałam, że to co piszę jest nieprawdą...


Po wizycie u weterynarza, dowiedzieliśmy się, iż Daisy, była trzymana... do rozrodu. O czym świadczyły jej sutki i bardzo zwisająca skóra na brzuchu. 
Jak się w końcu okazało, Daisy nie była pupilką starszej Pani, tylko kogoś (nie wiemy kogo), kto chciał się na niej dorobić...
Szkoda tylko, że ten ktoś, nie dbał o sunie, trafiła do Nas brudna, utuczona jak prosie i strasznie skudlona - co dobrze widać na zdjęciach.


Zapytacie się "Czemu w takim razie, ten ktoś z niej zrezygnował?"
Już odpowiadam: Była już za stara na rodzenie kolejnych dzieci. Według weterynarza ma minimum 9 lat.
Oczywiście, wszystko wiadomo by było od początku, gdyby nie to, że sunia w ciągu jednego dnia zmieniła miejsce zamieszkania 2 razy. Ostatni ludzie, którzy zlitowali się nad nią, nie mogli przygarnąć jej na stałe, ponieważ sami mieli już psa.


W taki więc sposób Daisy trafiła do Nas. 
W tą sobotę była u fryzjera, który musiał zgolić ją prawie na łyso, ponieważ kołtunów nie dało się rozczesać. Wygląda w tej chwili jak zupełnie inny pies.



Po 3 tygodniach pobytu w Naszym domu, zadomowiła się bardzo. 
Odżyła. Jest wesoła, zaczyna się nawet z nami bawić i baardzo, baaardzo lubi być głaskana.


Możliwe, że gdyby ktoś nie zlitował się nad Daisy mogłaby być dziś w schronisku...
Tak więc zastanówcie się 10 razy zanim zdecydujecie się na zwierzaka z hodowli. 
W schroniskach masa zwierząt czeka na nowy dom. 

Komentarze

  1. Kocham zwierzaki i śledzę strony kilku schronisk, niestety takich historii jak Daisy zdarza mi się czytac wiele. Sama mam pieska ze schroniska i każdy z mojej Rodziny mówi, że od kiedy mamy psa to staliśmy się lepszymi ludźmi :) Oczywiście każde zwierzę jest wspaniałe, nawet to z hodowli, ale po co... Z moim chłopakiem chcielibyśmy mieć pieska, niestety on jest bardzo uczulony, więc możliwe, że będziemy zmuszeni zdecydować się na specjalną hodowlę :( Buziaki dla Ciebie i Daisy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja z siostrą postanowiłyśmy że jak odejdzie nasz najstarszy piesek weźmiemy pieska z schroniska, tyle ładnych jest tam piesków że szok.

    zapraszam :)
    http://themysia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie, że znalazła u Ciebie domek, na pewno będzie jej dobrze :) Miałam podobną historię z moim Lenkiem. Znalazłam pieseczka w lesie, z łańcuchem na szyi, wychudzonego. Poza tym miał pełno kleszczy, był brudny i tak jak u Ciebie cały w kołtunach. U weterynarza dowiedziałam się, że jest typowym przypadkiem bitego pieska. Jest mieszanką z yorkiem, troszkę większy niż miniaturki i prawdopodobnie dlatego ktoś go wyrzucił. Pewnie chciał 1,5kg pieska "do torebki", a ten rósł. Jest ze mną już ponad rok i nie mogłam sobie wymarzyć lepszego przyjaciela. Uwielbia się przytulać i bawić. Ma ok 3 lata, a ciągle zachowuje się jak szczeniaczek, a w dodatku jest tak mądry<3 Miałam już 3 psy(podwórkowe), kiedy go przygarnęłam i nawet moja mama, która nie przepada za zwierzętami w domu przytula go przy każdej możliwej okazji. Moim zdaniem nie warto kupować psów, takie przygarnięte są Ci wdzięczne do końca:) Buziak!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że psinka trafiła na Ciebie, bo przynajmniej od teraz będzie kochana i będzie miała fantastyczne warunki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie że Daisy ma wreszcie nowy, szczęśliwy dom ;) mój kocór też nie jest z hodowli których nie popieram. Jest jedną z wielu kocich znajd, odnajdywanych w roznych krańcach Polski przez znajomą. I juz ponad 6 lat szcześcia i zmartwień minęło!

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie, że przygarnęłaś ją. Sama posiadam samczyka razy Yorkshire Terrier i jest naszym 'przytulaszczkiem' :)
    Niestety o włosy yorków trzeba dbać bo kołtunki się zrobią i tylko nożyczki wtedy pomagają ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Życzę Wam mnóstwo wspólnych, miłych chwil :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety pełno jest pseudohodowli skierowanych wyłącznie na biznes tanim kosztem. Suki rodzą co cieczkę, są zaniedbane, wygłodzone.
    Strasznie żal tych psów, trzeba pomagać. Przede wszystkim warto szerzyć informacje o pseudo o akcjach rasowy=rodowodowy, żeby ludzie nie napędzali tego okrutnego biznesu. Bo niestety zaścianek (co ja mówię, 80% Polaków) myśli, że będzie mądra i zaoszczędzi, po co kupować rasowca za 1000zł skoro można mieć tego za 200zł? Szkoda, że wszyscy dają sobie wciskać kit, że to rasowy, ale rodowodu nie ma, bo któryś z kolei w miocie jest. Albo, że z rodowodem to tylko na wystawy.
    Szkoda, że rodacy tacy nieuświadomieni są....

    Bardzo fajnie, że zajęłaś się sunią, to się bardzo chwali. Wraz z moją schroniskową bidą życzymy Wam dużo radości. Jestem pewna, że psina w końcu zazna tego, co każdy pies znać powinien - co to jest miłość i pełna miska :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ma nic piękniejszego niż wdzięczność takiego czworonoga, który w końcu jest szczęśliwy w nowym, lepszym domu.
    Sama przygarnęłam kiedyś owczarka z schroniska i wiem, że jeśli jeszcze kiedyś zdecyduję się na powiększenie zwierzęcej gromadki to na pewno znów tam wrócę.
    Pozdrawiam:) I pogłaszcz tam Daisy odemnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Znalazłam się w identycznej sytuacji jakiś czas temu z tym, że nasza suczka okazała się rodowodową.. udało mi się skontaktować z hodowcą, który kompletnie nie wiedział co działo się z psem przez 9 lat. Mała trafiła do nas pozornie zadbana ale jak się okazało bez ząbków, z lewymi wpisami weterynaryjnymi i wymagała operacji wynikającej z kolejnej ciąży. Cieszę się, że teraz ma dobry domek - jest pupilkiem mojej 'byłej teściowej' i na krok się nie rozstają. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Śliczna psina, masz dobre serducho ! :*
    A jak Figiel zareagował na nową koleżankę ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Figiel jest u aniołków

      Usuń
    2. Ojej, nie wiedziałam :(
      Przykro.

      Usuń
  12. Cieszę się, że Daisy znalazła nowy dom :). To naprawdę wspaniały gest. Sama bardzo chciałbym mieć psa. Bawcie się! ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Szczęściara! Mój chłopak znalazł ostatnio na ulicy kotka. Niestety nasz weterynarz nie odbierał telefonu a ze względu na to że oboje mamy koty nie mogliśmy wziąć jej do domu ( baliśmy się że mała może być chora) K. zadzwonił po ecopatrol, który zabrał małą do schroniska. Okazało się że ma świerzb, który momentalnie się przemieszcza na zdrowe zwierzęta. Niestety nawet po jej wyleczeniu potrzebna będzie przynajmniej miesięczna kwarantanna na którą my nie mamy warunków.

    OdpowiedzUsuń
  14. Szczęścia :) Śliczni psiaczek :)


    Zapraszam na mojego bloga :)
    http://wobiektywieaparatuxxx.blogspot.com/
    OBS=OBS

    OdpowiedzUsuń
  15. piękny post :). i śliczny piesek ^^.

    OdpowiedzUsuń
  16. Biedna sunia. Ja też uwielbiam zwierzęta (i mam oczywiście swojego psiaka) i strasznie rozpaczam, gdy widzę jakąkolwiek krzywdę, która je spotkała - nawet często bardziej mnie to ''rusza'' u zwierząt, niż u ludzi, bo wiem, że pomoc zwierzakom jest wciąż traktowana po macoszemu. Często się też po prostu do nich podchodzi jak do swoistych zabawek i jakichś bezwartościowych przy ludziach istot, które mało czują/rozumieją i mało znaczą, więc ''można'' je zaniedbywać, bić, męczyć, wykorzystywać, wyrzucać, gdy się znudzą itp. Oby jak najwięcej było ludzi, z takim dobrym serduchem dla zwierząt jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Amen! Cudowny post o czymś, co często sama poruszam :) Hodowle to nic naturalnego, a pseudohodowle to coś okropnego. Straszne, że biedna psina całe swoje życie była traktowana jak coś do eksploatowania, miejcie na nią oko pod kątem ropomacicza czy nowotworów, bo to może być częste przy tak bardzo eksploatowanym rozrodem organizmie. Może weterynarz zasugerować usunięcie narządów rodnych, co może być dobrym ruchem prewencyjnym.
    Oby teraz z wami zaznała dobrego życia :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. przesłodka jest:) teraz będzie szczęśliwa:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Super, że ktoś ją przygarnął:)
    My mamy kotki z ulicy. Pierwsza - istna caryca z wyglądu i zachowania i wyglądająca jak jakiś rasowiec. Aż dziw, że tak długo pałętała się po osiedlu. Zgarnęłam ją stosunkowo szybko gdy już nie podróżowaliśmy w celach zarobkowych;) Od jakiegoś czasu ma towarzyszkę szaraczka "nie-szaraczka";) - była wtedy małą kuleczką, która wybrała moją druga połówkę i aż pod same drzwi za nim przyszła. Pół roku już minęło i dziewuchy jakoś się dogadują mimo różnicy wieku:D Oczywiście nie ominęła nas ok. 2 tygodniowa izolacja w pokoju. To było małe szaleństwo ale co tam...;)
    W każdym razie takie zwierzaki to skarb.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Każdy komentarz będzie mile widziany. W blogowaniu to właśnie Nasza interakcja jest najlepsza. :)

Popularne posty